Zdejmuję maskę

Dwa centymetry dzielą mnie od lustra. Nie mogę zbyt długo patrzeć. Odwracam wzrok. Próbuję kolejny raz. Widzę siebie, w swoich oczach w lustrze, wpatruję się oniemiała jakbym pierwszy raz siebie zobaczyła. Przedziwne uczucie. Przyglądam się tej twarzy. Bez oceny. Kawałek po kawałku. Nieidealnej, niepowtarzalnej. Próbuję rozpakować co jest w środku. Kto tam siedzi? I czemu ten ktoś się wstydzi mojego spojrzenia?

Dziś wiem, że przez większość swojego życia się wstydziłam. Nie widziałam swojej niezwykłości, którą każdy z nas ma od chwili narodzin. Jakże często nie byłam sobą. Wydawało mi się, że autentyczna „ja” jest zbyt mało porywająca, a na pewno niewystarczająca dla świata.

W swoim życiu zakładałam najróżniejsze maski w zależności od sytuacji. Bałam się, tak po ludzku się bałam, że ktoś zobaczy to coś moje w środku. Obawiałam się, ze inni zobaczą prawdę.

Uwierało. To tak jakby założyć bluzkę, której szwy zamiast przeszyte nitką, przeszyte są żyłką z ostrymi zakończeniami. Bluzka stara, to i żyłki od czasu do czasu wychodzą, wbijając się w skórę. Drapiesz się, ale bluzki nie zmienisz, bo wydaje ci się, że nie masz innej, bardziej odpowiedniej.

Trudno było mi usłyszeć swój głos. Zaczęłam więc od zadawania sobie pytań: Czy ja tego chcę? Czy naprawdę muszę brać w tym udział?

Autentyczną bywam coraz częściej. To maleńkie wybory, które podejmuję każdego dnia. Te momenty kiedy wybucham śmiechem, gdy nikt inny się nie śmieje, a jednak całe moje ciało krzyczy by to właśnie zrobić. Kiedy śpiewam z dziećmi w drodze z przedszkola i nie martwię się co pomyśli osoba z naprzeciwka. To wtedy, kiedy mam odwagę powiedzieć, że jestem zmęczona i choć jest miło, to wolę wrócić do domu. To wtedy kiedy odmawiam komuś przysługi, mimo że zawsze robiłam odwrotnie, choć było to dla mnie zbyt trudne. Zbieram się w sobie, mówię prawdę i przyjmuję, że mogę zostać odrzucona. Akceptuję, że ktoś myśli inaczej i zakładam, że nikt przy tym nie jest lepszy od drugiego. Nie boję się już spotkać w prawdzie z drugim człowiekiem. Ale też już nikogo nie przepraszam, że chcę żyć w zgodzie ze sobą.

Ostatnio usłyszałam u Joanna Chmura :: Sztuka Możliwości, że często żyjemy w krainie schematów, półprawd i powinności. W to w co wierzymy nigdy nie jest obiektywną prawdą, to zbiór kulturowych naleciałości. Taki zestawik, który mamy na podorędziu. Tego nie mogę, to powinnam i moje ulubione „bo tak wypada”. A co to znaczy, że coś wypada? Jak mówi Biały Królik z Alicji w Krainie czarów „Gdyby ludzie się umówili, że wypada nosić twaróg na głowie, nosiłabyś?”

Dlatego teraz dokładnie sprawdzam co jest dla mnie ważne, nie narzucone. Staram się nadawać odpowiednią wagę wszystkiemu co do mnie dociera. Wiem, że tylko poprzez poznanie swojej prawdy mogę dotrzeć tam dokąd chcę.

Mam przekonanie, że odnajdywanie swojej drogi to długi proces, wymagający nieustępliwości i konsekwencji. Ja wciąż w nim jestem. Jeśli Ty również szukasz swojej prawdy to wiedz, ze trzymam za Ciebie kciuki!

Leave A Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.