Mgnienie

Tik tak, tik tak, tik tak.
Jak byłam mała, wprost uwielbiałam wpatrywać się w stary tykający zegar, który wisiał na ścianie w sypialni moich rodziców. Kiedy chorowałam i nie musiałam iść do szkoły długie godziny spędzałam u nich w łóżku. Zegar tykał i mnie uspokajał. Wiedziałam, że wskazówki na pewno zrobią swoje kółeczka i minie kolejna godzina. Tylko ja i przesuwająca się wskazówka.

Takie bezczynne tkwienie w momencie dziś niektórzy mogliby nazwać praktyką uważności.

W moim “dorosłym” domu nie ma ani jednego zegara. Były próby kupna, ale jakoś się nie powiodło. Nie było gdzie go powiesić… Długo mówiłam sobie, że lepiej żyć poza czasem. A tak naprawdę nie lubiłam zegara, bo kojarzył mi się z czasem który ucieka.

Dopiero niedawno pojęłam, że to od nas zależy czy czas nam ucieknie czy nie. Wbrew temu co mówią, możemy mieć nad nim władzę. To od nas zależy jak potraktujemy każdą minutę.

Oczywiście mogę spędzić pół godziny na Youtube oglądając coś szalenie interesującego. Ale mogę też się zatrzymać, nic nie robić i nagle magicznie czas się wydłuża. Siła teraźniejszości manifestuje się. Tańczy i migoce a ja się jej przyglądam. I uwierzcie mi bywa ona prześliczna.

Jest takie jedno dziwno-piękne uczucie, które przytrafia mi się od kiedy pamiętam. Przechodzi mnie dreszcz, a na skórze pojawia się gęsia skórka. Zewnętrzny objaw przeżywania danego momentu.

To się dzieje bez mojego udziału, jestem tylko odbiorcą. Wyzwalaczem może być fragment piosenki, jedno zdanie wypowiedziane dokładnie w TYM właściwym momencie. Spotkanie. Osoba. Ale żeby to poczuć potrzebuję się zatrzymać.

To wyjątkowe połączenie ze światem, którego źródła nie jestem pewna. To uczucie, że doświadczam czegoś poza tym co materialne, racjonalne i mierzalne. A zarazem jest to bardziej konkretne niż wszystko inne co mogę zaobserwować, powąchać, dotknąć, usłyszeć czy zjeść.

Otulam się tą wyjątkową chwilą jak ciepłym szalikiem, przyjmuję odczuwane ciepło i bezpieczeństwo. Świat wibruje, a ja przez jedno mgnienie jestem w tej wibracji razem z nim. Pojawia się niezachwiana pewność, że jestem dokładnie w tym momencie, w którym być powinnam. Nie ma nic ważniejszego, nic konkretniejszego niż przeżywana właśnie chwila.

Poddaje się jej i wypełnia mnie spokojna pustka, niema euforia.

Wierzę w magię. Wierzę w magię momentu, która objawia się wielkim konkretem. Konkretem doświadczenia, a nie intelektu, w którym to otwiera się ciało, a wraz z nim wszystkie nasze zmysły.

A później wracam i już wiem, żeby pokłonić się każdej jednej chwili, którą przeżywam: magicznej i tej zupełnie zwyczajnej. Wszystkie są tak samo ważne, bo nas dokądś prowadzą. Dokładnie tam dokąd mamy dojść. Wszystko się dzieje tak jak ma się dziać, tylko nie możemy temu przeszkadzać.

Leave A Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.