Baw się i daj bawić się innym

Wieczorne czytanie. Leżymy z moim 3-letnim synkiem, który prezentuje mi jakie ma rozciągnięte nogi. Jest dumny jak potrafi je pięknie wyprostować. W pewnym momencie przestaje się rozciągać i bez słowa zaczyna śledzić obrazki w książce.

Kolejnego dnia wstaję rano przed wszystkimi i robię to samo co on. Wyginam wesoło ciało w różnych kierunkach, zapominając o tym, że to joga. Po prostu się bawię, tak jak Jeremi parę godzin wcześniej. Pierwszy raz wstałam do moich porannych ćwiczeń bez trudu, bo wiedziałam, że wstaję na zabawę. Nie dlatego, że muszę dbać o mój dobrostan fizyczny. Wstałam by się bawić. Zmieniłam w ten sposób mój sposób myślenia o ćwiczeniach fizycznych.

Dlaczego dorośli się nie bawią – pytała wiele razy, tym razem, moja 5-letnia córka.

Dzieci zawsze znajdują czas na to by robić to co sprawia im przyjemność. Mam wrażenie, że zrobią wszystko by się bawić! Zastanawiam się, w którym momencie w życiu ja przestałam się spontanicznie bawić. Może to była pierwsza klasa podstawówki? A może to był ten moment, w którym moje “chcę” zmieniło się na “muszę”, a wybór stał się powinnością?Jestem na etapie odpamiętywania siebie sprzed tej zmiany.

Praca, którą wybrałam przywozi ze sobą ciężarówki satysfakcji i spełnienia. Sesje coachingowe dają mi ogromny zastrzyk energii i sprawiają, że… nie czuję, że to praca. Pierwszy raz faktycznie pragnę wykonywać zawód, który wybrałam świadomie. Z dziecięcą ciekawością i otwartością cieszę się na spotkania z każdą osobą, która do mnie przychodzi.

Brene Brown w swojej cudownej książce “Dary niedoskonałości” pisze tak:

“Dbajmy o zabawę i wypoczynek i zapomnijmy o wyczerpaniu jako wyznaczniku naszego statusu i wydajności, która ma określać naszą wartość”.

Według Brene prawdziwa zabawa nie ma celu, bawimy się po to by się po prostu bawić. Niezależnie od tego czy przynosi ona jakiś wynik, wymierny rezultat czy też nie.

Taki wybór idzie pod prąd współczesnej kulturze. No bo jak to mam porobić coś tylko dla siebie? Tak bez sensu i celu? Nie namawiam do sabotażu codziennych obowiązków, ale raczej do przyglądania się temu co “muszę” zrobić i czy tak naprawdę muszę to zrobić czy jednak wybieram i chcę?

Warto zwrócić uwagę na hierarchię codziennych spraw do załatwienia. Czy te “ważne” rzeczy są zawsze dla nas najważniejsze? A może powinny się one zmieniać, zależnie od naszych potrzeb? Ja choć nieśmiało, to coraz cześciej zamieniam kolejność z: najpierw obowiązek, a później zabawa, na: najpierw zabawa, a później obowiązek. I jest mi coraz lżej i weselej! Do czego zachęcam i Was!

Leave A Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.